2002-2003

4. Ewangelia św. Łukasza

(13 stycznia 2003) -  - (8 MB)

Jeżeli tylko połowa z państwa sięgałaby codziennie po Nowy Testament, a konkretnie po Ewangelie, to i tak byłby to błogosławiony wysiłek i owoce tego byłyby bardzo pocieszające. Jest to nie tylko element wiedzy religijnej ale także znaczący składnik pracy nad sobą. Za sobą mamy przeczytane trzy Ewangelie: św. Marka, św. Mateusza i ostatnio św. Łukasza. Dzisiaj nasza refleksja będzie poświęcona tej ostatniej. Zanim do niej przejdziemy, cofnijmy się na kilka chwil do Ewangelii Marka. Przypomnijmy, że jest to w gruncie rzeczy obraz Jezusa tak, jak przeżywał go św. Piotr Apostoł. Podkreślałem, że jest to obraz dorosłego mężczyzny, nie ma tam zbyt wiele miejsca na czułości, na tkliwość, na serdeczność, spojrzenie jest dość chłodne, można by powiedzieć właśnie męskie. Kiedy czytaliśmy Ewangelię św. Marka, patrzyliśmy na Jezusa oczami tego, który za Jezusem poszedł, ale który się Go też wyparł. I tego, który później do Niego przylgnął całym sercem a w końcu, jak głosi tradycja chrześcijańska, w 63 roku poniósł za Jezusa śmierć męczeńską, ukrzyżowany głową do dołu bo, jak wyznawał, nie jest godny cierpieć tak, jak jego Zbawiciel. Taka jest Ewangelia św. Marka. Jeżeli kiedykolwiek państwo znowu po nią sięgną czytając ją w całości, jeżeli usłyszymy jej fragmenty w kościele, to pamiętajmy o tym podstawowym kluczu, że tak naprawdę powinna się ona nazywać Ewangelia św. Piotra.
Druga Ewangelia, o której mówiliśmy kilka tygodni temu, na początku grudnia, to była Ewangelia św. Mateusza. Powiedziałem państwu wtedy, że jest to Ewangelia głęboko żydowska. Napisana przez Mateusza, który był celnikiem, zdradza mentalność poborcy podatkowego — mamy tam wzmiankowanych kilkanaście rodzajów monet, mamy tam sporo cyfr, sporo statystyki, mamy taką mentalność liczydła — można by powiedzieć, bo przecież nie komputera. Mateusz przykłada wagę do szczegółów, do ilości, do liczby, do miary. A wszystko to dlatego, ponieważ z tym zrósł się przez całe życie. Przykładał też ogromną wagę do żydowskich zwyczajów, do żydowskich spraw, obyczajowości, rozporządzeń. Oczywiście komuś, kto nie zna tego świata albo zna go mało, nieraz jest bardzo ciężko przedrzeć się przez Ewangelię św. Mateusza. Starałem się dać państwu klucz do tej Ewangelii wskazując, że jeżeli nawet jej nie rozumiemy do końca, to ma ona bardzo wiele do powiedzenia, bo ukazuje to, co Niemcy nazywają Sitzleben Jezu (?) czyli środowisko życiowe Jezusa. Otóż jeżeli chcemy dobrze Zbawiciela zrozumieć, jeżeli chcemy Jezusa Chrystusa poznać, to musimy Go poznać jako człowieka w tych realiach palestyńskich sprzed dwóch tysięcy lat. Bo jeżeli będziemy sobie Jezusa inaczej wyobrażać, to wyjdzie na to, że będzie podobny do Włocha, do Greka, do Hiszpana, do Araba, może nawet do Polaka. I wyjdzie na to, że jest to jakiś człowiek, który żył gdzieś, za siedmioma górami, za siedmioma lasami. Natomiast to, co jest naprawdę ważne, Jego człowieczeństwo i Jego bóstwo, umkną naszej uwagi. Mówiliśmy również, że ta Ewangelia odzwierciedla specyficznie żydowski sposób postrzegania świata, bo przecież Mateusz stając się chrześcijaninem nie przestał być w żadnym wypadku sobą.
Jeżeli chodzi o Ewangelię Łukasza, do której przechodzimy dzisiaj, to między Bogiem a prawdą można by powiedzieć, że komentarze na jej temat są zbyteczne. I na tym konferencję zakończyć. Sądzę, ze państwo odczuli czytając ją rozdział po rozdziale, że jest ona stosunkowo łatwa dla nas, którzy jesteśmy wychowani w kulturze europejskiej, zwłaszcza tej, która ma korzenie greckie i łacińskie. Z wielu powodów ta Ewangelia jest nam najbliższa. W październiku wspominałem, gdy robiliśmy sobie wstęp do Ewangelii, że nowemu czytelnikowi należy polecić rozpoczynanie od tej Ewangelii. W trakcie jej lektury mamy najmniej trudności, bo obraz Jezusa jest w niej dla nas najbardziej wyraźny. Mówię „dla nas" — którzy jesteśmy zakorzenieni w kulturze europejskiej. Dla Żydów, o ile ich interesuje osoba Jezusa, to Ewangelia Łukasza już taką łatwą nie jest. Oni zdecydowanie wolą Ewangelię Mateusza. Dlaczego ta jest nam bliższa? Przedstawia ona jeszcze jeden portret Jezusa. Powiedzieliśmy w październiku, że cztery Ewangelie kanoniczne to tak jak cztery portrety Jezusa zrobione przez czterech fotografów. W każdym przypadku obiekt fotografii jest ten sam. Ale nawet w fotografii, która wydaje się być bardzo wierna, można zobaczyć bardzo wiele z duszy, wnętrza fotografa. Jeżeli fotografowi podoba się fotografowana osoba, to zdjęcie wygląda zupełnie inaczej, niż gdy jest obojętna, lub sam jest zmęczony lub do swojej pracy się nie przykłada. To jeszcze bardziej dotyczy wizerunku literackiego, bo przecież Ewangelie są takimi literackimi wizerunkami Zbawiciela.
Na czym polega specyfika Ewangelii św. Łukasza? Jej autor nie był Żydem, tak jak Piotr, który o Jezusie opowiadał, tak jak Mateusz, który o Jezusie pisał, lecz był z pochodzenia poganinem. Tradycja wczesnochrześcijańska mówi, że pochodził z Antiochii nad Orontesem. Jest to miasto, które dzisiaj znajduje się w Turcji, mniej więcej 10 km od granicy turecko-syryjskiej. Dzisiaj miasto nazywa się Antalia. Jest ono wciśnięte pomiędzy Morze Śródziemne a góry, bardzo malowniczo położone. Właśnie z Antiochii, która jest miastem bardzo starym, początki jej sięgają daleko w erę przedchrześcijańską, ale nazwa została urobiona dopiero w III wieku przed Chrystusem ku czci króla syryjskiego Antiocha. Tenże Antioch, taka ciekawostka, w rozmaitych miejscach swojego imperium albo budował miasta od nowa, albo nakazał nazywać stare swoim imieniem. W sumie na terenie Syrii, Palestyny i Azji Mniejszej było ok. 70 miast noszących nazwę Antiochia. Nazywał je tak, aby upamiętnić swoje imię — co dość dobrze mu się udało.
Orontes jest jedną z większych rzek Bliskiego Wschodu. W starożytności jej znaczenie było przeogromne, w ogóle woda jest tam ogromnym skarbem. Dzisiaj gospodarka wodna w tamtym rejonie wygląda zupełnie inaczej niż w starożytności. Ta rzeka była całoroczną, a teraz od końca czerwca do września jest w gruncie rzeczy wyschniętym korytem, rzeka zrobiła się okresowa. Miasto Antiochia przez cały czas z tej rzeki żyło i korzystało. Do Antiochii jako apostoł trafił najpierw święty Piotr, następnie był tam św. Barnaba i św. Paweł. Paweł nauczał w Antiochii od ok. 49 roku, a potem w latach 50-tych. Na początku lat 50-tych Antiochia stała się tak ważnym centrum życia wczesnochrześcijańskiego, że to właśnie stąd Paweł Apostoł rozpoczynał swoje wszelkie wyprawy misyjne. Antiochia była wtedy tak ważna, jak Jerozolima. Również dlatego, że przebywał tam dość długo św. Piotr. I prawdopodobnie w Antiochii św. Paweł pozyskał Łukasza dla wiary chrześcijańskiej i tam Łukasz stał się bardzo gorliwym chrześcijaninem. Łukasz zainteresował się życiem
Jezusa Chrystusa, to było oczywiste, ale jako lekarz posiadał również dobrą umiejętność pisania. Greka, oryginalny język Ewangelii Łukasza, jest tam najlepsza, najpiękniejsza w całym Nowym Testamencie. Z językowego punktu widzenia można ją porównać w języku polskim do twórczości Henryka Sienkiewicza, czy poezji Adama Mickiewicza. Łukasz dał dowód znajomości pięknego języka greckiego. Oczywiście w tłumaczeniu na język polski to piękno greki przestaje być widoczne.
Pisarze wczesnochrześcijańscy mówią że był on lekarzem. Zbadano jego Ewangelię także pod tym kątem widzenia. Co się okazało? Że w tej Ewangelii jest obecnych ponad 40 fachowych spostrzeżeń, obserwacji, diagnoz medycznych. Kiedy Łukasz opisuje chorych, to zawsze podaje diagnozę, zawsze zauważą, na co ten człowiek cierpiał, zawsze określa, że to była np. lewa czy prawa ręka albo noga itp. W pewnym momencie jest dość uszczypliwy wobec lekarzy, mógł sobie na to pozwolić. Jest w Ewangelii Łukasza epizod, gdy do Jezusa przychodzi kobieta, która bardzo długo cierpiała na krwotok. Przez cały czas szukała porady u rozmaitych lekarzy i „wszystkie pieniądze wydała na lekarzy, ale żaden jej nie pomógł". Otóż ta drobna uszczypliwość ze strony Łukasza dowodzi, że on znał również ograniczenia sztuki lekarskiej. Zdawał sobie dobrze sprawę, że czasami lekarz nie jest w stanie człowiekowi pomóc albo, że nie każdy lekarz może pomagać równie skutecznie. I w jego Ewangelii mamy np. wrażliwość na sprawy zdrowia. W jego Ewangelii mamy jeszcze jeden charakterystyczny rys. W starożytności byli naprawdę dobrzy lekarze — dlatego, że i w świecie pogańskim i w świecie żydowskim istniały całe szkoły, w których przygotowywano specjalistów. My patrzymy nieraz na starożytność w sposób uproszczony, przez pryzmat dziejów ziem polskich, na których w tym czasie nic wielkiego się nie działo. Tymczasem 2000 lat temu na terenie dzisiejszej Turcji, Syrii, Palestyny istniały potężne ośrodki, potężne sanatoria, potężne szpitale, potężne szkoły dla lekarzy. Jedne kształciły okulistów, inne kształciły pediatrów, inne kształciły odpowiedników dzisiejszych ginekologów. Jeszcze inne ludzi zajmujących się złamaniami kości. Dokonywano bardzo specjalistycznych operacji chirurgicznych. Dwa tysiące lat temu dokonywano tak skomplikowanych operacji, jak np. trepanacja czaszki. Oczywiście lekarz był człowiekiem bardzo wykształconym. Ale istniała w Grecji — Łukasz ukształtował się w kulturze greckiej — bardzo interesująca zasada, która być może i dzisiaj nie zawsze jest dostatecznie podkreślana. Mianowicie że pomoc ludzkiemu ciału rozpoczyna się od pomocy dla ludzkiego ducha. Obowiązkiem starożytnego lekarza było rozmawiać z pacjentem. Nie tylko po to, aby dowiedzieć się o przyczynach czy o przebiegu jego choroby, ale również po to — na ten temat również istnieją starożytne podręczniki — żeby nawiązać z nim więź zaufania, żeby go bliżej poznać, żeby oswoić go z cierpieniem. Bo starożytni lekarze wiedzieli, że nie każdego człowieka można uzdrowić, nie każdemu człowiekowi można pomóc. Nie każda choroba kwalifikuje się do skutecznej pomocy medycznej. W związku z tym, kiedy lekarz stwierdzał, że nie pomoże przez pomoc medyczną, to wtedy z lekarza stawał się bardziej psychoterapeutą, psychologiem, a może nawet swoistym, chociaż pogańskim, duszpasterzem. I myślę, że ten wymiar zna każdy z nas, kto kiedykolwiek poważnie chorował albo kto odczuwał lęk przed cierpieniem czy przed perspektywą śmierci. Że w tych krytycznych sytuacjach obecność lekarza sprowadza się bardziej do obecności i wrażliwości niż do czegokolwiek innego.
Dlaczego o tym wszystkim mówię? Nie ma innej Ewangelii, gdzie byłaby większa wrażliwość na ludzki ból, na ludzką biedę, na ludzkie potrzeby, niż Ewangelia św. Łukasza. Jeżeli państwo czytali ją wnikliwie, to zauważyliście że tylko w niej są takie fragmenty jak przypowieść o zaginionej owcy. Rozdział 15, gdzie tej dobroci, tej wrażliwości jest najwięcej. I całe wyobrażenie Jezusa, który szuka owieczki, która jest zraniona. To wyobrażenie, które istnieje również w naszej wyobraźni i w naszej mentalności chrześcijańskiej, pochodzi właśnie z Ewangelii św. Łukasza. Tylko u Łukasza mamy przypowieść o zagubionej drachmie, którą kobieta cierpliwie szuka. Tylko u Łukasza mamy Jezusową przypowieść o synu marnotrawnym. Tej przypowieści nawet Piotr nie odnotował, nie odnotował jej Mateusz — może obraz Jezusa i obraz Boga wydawał im się za dobry. Bóg okazywał się tam za miłosierny. Może doszli do wniosku, że Jezus co prawda tę przypowieść powiedział, ale nie widzieli potrzeby, żeby tę przypowieść spisywać. Zatem cały 15 rozdział Ewangelii św. Łukasza to są przypowieści właściwe tylko dla niego. Z tego względu Ewangelia Łukasza została nazwana Ewangelią Miłowsierdzia. Jeżeli ktoś szuka wątku Boga jako miłosiernego Ojca, jeżeli komuś potrzeba pociechy, która wynika ze świadomości, że Pan Bóg jest nie tylko blisko nas, ale że nam pomaga, że się nami opiekuje, że nas strzeże, że nas prowadzi, to wtedy szukamy takiego światłą i takiego wsparcia w Ewangelii św. Łukasza. W tych fragmentach doskonale widać, że Łukasz był człowiekiem, który był wrażliwy wobec potrzeb ludzkiego ciała, ale także był bardzo wrażliwy wobec potrzeb ludzkiego ducha. Widać w tej Ewangelii wielką serdeczność, wielką czułość. Widać, że Łukasz był lekarzem z powołania, z zamiłowania, że nawet w spojrzeniu na Jezusa podkreślał wszystkie te elementy, w których mógł w wizerunku Jezusa doszukać się cech wrażliwości. Na przykład Jezus przebywa w synagodze i na środku stawiają człowieka, który miał uschłą rękę. Ewangelista Marek, Ewangelista Mateusz, relacjonują to bardzo sucho. Natomiast Ewangelista Łukasz podchodzi do tego w inny sposób. Wspomina, że miał uschłą prawą rękę, to jest dla lekarza ważne, a następnie dodaje: „i Jezus zdjęty litością rzekł do niego: «Stań na środku»". Zdjęty litością. Tamci dwaj nie wspominają o tym, że Jezus okazał uczucie litości. Natomiast u Łukasza mamy wiele razy, że Jezus wzruszył się, że Jezus zdjęty litością, że Jezus pocił się krwawym potem w Getsemani, że Jezus czegoś się lękał. Otóż dla lekarza cała ta sfera emocjonalna, cała ta sfera uczuć, była bardzo ważna. Dlatego wizerunek Jezusa, który mamy w Ewangelii św. Łukasza, jest taki niesłychanie bliski. Można by powiedzieć, że Jezus jest tutaj najbardziej człowiekiem w pełnym tego słowa znaczeniu. Rzecz jasna Łukasz ma cały czas świadomość, kim jest Jezus. Cały czas podkreśla, że jest Synem Bożym. Cały czas podkreśla Jego wyjątkowy związek z Ojcem. A jednocześnie pokazuje, że od początku do końca Jezus jest prawdziwym człowiekiem, który dzieli z nami całą ludzką kondycję z jednym tylko wyjątkiem — z wyjątkiem grzechu. Jeżeli państwo wnikliwie tę Ewangelię czytali, to zauważyli państwo również, że jako ilustrację i potwierdzenie tej wrażliwości mamy scenę pod krzyżem. Otóż kiedy powieszono Jezusa i powieszono z Nim łotrów, to Marek i Mateusz mówią o tym bardzo sucho: „po lewej i po prawej stronie powieszono łotrów, którzy Mu urągali". Natomiast Łukasz przedstawia to inaczej. Mianowicie, że „ jeden z tych łotrów urągał Jezusowi, ale drugi — nie. Że jeden przyłączył się do bluźnierstw, natomiast drugi wyszeptał «Panie, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do Swojego królestwa»". Tamci dwaj Ewangeliści uczynili to mimochodem, skoro łotr to łotr, powieszono łotra i w porządku, cierpi swoje bo zasłużył. Natomiast Łukasz umie nie tylko ludzi obserwować, ale umie również ich wartościować i rozróżniać. I właśnie dzięki Łukaszowi wiemy, że obok tego łotra, który do końca łotrem pozostał, mamy jeszcze „dobrego łotra". Później tradycja wczesnochrześcijańska znalazła nawet na terenie Palestyny miejsce, z którego ów dobry łotr pochodził. W kościele prawosławnym ów dobry łotr jest czczony jako święty. Również w naszym Kościele łacińskim też w marcu mamy święto dobrego łotra. Tradycja nadaje mu imię Dyzma, św. Dyzma, i wieść głosi, jak państwo wiedzą, że dobry łotr jest patronem mężczyzn. Kiedyś, poczynając od czasów średniowiecza, a później w Odrodzeniu, w Oświeceniu, w dzień dobrego łotra odbywały się specjalne nabożeństwa dla mężczyzn. W naszych czasach tych nabożeństw zaniechano, może i słusznie. Ale cały ten obraz dobrego łotra mamy właśnie w Ewangelii św. Łukasza. Skoro i łotr, i skoro wrażliwość, i skoro serdeczność i dobroć, to nie musimy wyjaśniać, że Ewangelia św. Łukasza, podobnie jak jej autor, mają też szczególny stosunek do kobiet.
W żadnej innej Ewangelii obraz i miejsce kobiety, wizerunek kobiety, nie jest tak wyeksponowany, nie jest tak podkreślony, jak w Ewangelii św. Łukasza. Jak wiemy w świecie semickim, a więc i żydowskim i arabskim stosunek do kobiet mają swoją specyfikę, której podstawowym kryterium jest segregacja płci. Świat mężczyzn to jeden świat, świat kobiet — to drugi świat. I wychowanie konsekwentnie polega na tym, żeby dziewczynki przygotowywać do życia wśród kobiet, do zajęć kobiecych, natomiast chłopców przygotowywać do zajęć specyficznie męskich. Ten męski punkt widzenia widzieliśmy doskonale w Ewangelii św. Mateusza. Mateusz opowiadał o wszystkim z perspektywy mężczyzny. I nawet kiedy przedstawiał życie Świętej Rodziny, to przedstawiał je z perspektywy św. Józefa. Dlatego, że Józef był dla niego, jako dla Żyda, głową rodziny. Natomiast Maryja była, bo była, bo musiała być ale jakiegoś specjalnego entuzjazmu w jego Ewangelii dla kobiet nie ma. Może się to nam podobać czy nie, ale tak to jest po dzień dzisiejszy. W synagogach, zwłaszcza tych ortodoksyjnych, oddzielnie modlą się mężczyźni, kobiety modlą się na górze. Razem modlić się nie można. Nie można też zaczepiać kobiety, której się nie zna, nie można z nią rozmawiać. Tak po dzień dzisiejszy jest w całym świecie arabskim. Tej specyfiki doświadczają np nasi żołnierze. Niedawno jedna z agencji podała między wierszami, że jeden z naszych żołnierzy w
Afganistanie miał przykrości, bo na swoje nieszczęście gdzieś na granicy bazy wojskowej zaczepił kobiety, które szły do pracy. I to spowodowało natychmiast reakcję miejscowej ludności. On może nie wiedział o konsekwencjach, które z tego tytułu grożą, ale tak to po dzień dzisiejszy wygląda.
W Ewangelii św. Łukasza tego podziału, tej izolacji, nie ma. Ta Ewangelia przedstawia życie tak, jak postrzegali je Grecy. Przypomnijmy sobie zamiłowanie Greków do rzeźby, do sztuki, zamiłowanie do ludzkiego ciała, przepiękne posągi, które zachowały się ze starożytności, przedstawiające mężczyzn i kobiety, przedstawiające również zwierzęta, podziw dla natury. Otóż właśnie taki był Łukasz. On miał w sobie te cechy specyficznie greckie i w związku z tym w jego Ewangelii mamy szczegóły, których nie ma nigdzie indziej. Najważniejsze z tych szczegółów dotyczą Najświętszej Maryi Panny. To właśnie Łukasz opowiada o Zwiastowaniu w Nazarecie. To Łukasz opowiada o Nawiedzeniu w Ein-Karem św. Elżbiety przez jej krewną, Maryję. To Łukasz opowiada o okolicznościach narodzin Jezusa w Betlejem, ale podkreślając rolę Maryi. To Łukasz opowiada o życiu Świętej Rodziny w Nazarecie i o dwunastoletnim Jezusie w świątyni jerozolimskiej. Wreszcie tylko Łukasz, żaden inny Ewangelista, wspomina o tym, że w bliskim otoczeniu Jezusa obok mężczyzn, zwłaszcza apostołów, były też kobiety. I kilka tych kobiet wymienia z imienia, np. Zuzanna, Maria, Maria Magdalena. I wspomina, że sprawowały one rozmaite kobiece posługi przychodząc Jezusowi i jego uczniom z pomocą. To wszystko mamy tylko u Łukasza. Jeżeli więc chcemy spojrzeć na Jezusa, jeżeli tak można powiedzieć, naszymi oczyma, ludzi przyzwyczajonych do naszej kultury, to pod tym względem wizerunek Jezusa w Ewangelii św. Łukasza jest nam najbliższy. Kiedy my czytamy o tych kobietach w Nowym Testamencie, w otoczeniu Jezusa, to dla nas nie jest to nic specjalnie nowego bo taki jest świat, w którym żyła Europa, może z wyjątkiem pewnych okresów, gdzie też izolacja płci była. Ale jeżeli tą Ewangelię czytają np. Semici — Arabowie czy Żydzi, to dla nich istotne jest pytanie dlaczego Jezus mógł posuwać się np. do rozmowy z kobietą, do bliskości z kobietą, do tego, że kobiety były pod krzyżem, że kobiety przyszły do Jego grobu. Ich zdaniem lepiej byliby widziani mężczyźni. A więc Ewangelia, która wnosi zupełnie nowe rysy do wizerunku Jezusa i z tego powodu jest bardzo ważna.
Ta specyfika Ewangelii, tzn. Łukasz i jego wrażliwość, również jego wrażliwość na ludzkie choroby, słabości, na miłosierdzie, na ludzkie potrzeby, i na kobiety, bierze się także stąd, że w starożytnym świecie ich rola, ich status nie zawsze były właściwe. I dzisiaj są takie regiony świata, gdzie pozycja kobiety jest drugorzędna. W czasach Łukasza też były przejawy takiej dyskryminacji i Łukasz wobec tego jest bardzo wrażliwy podobnie jak jest wrażliwy na niedolę np. niewolników czy służących. Tam, gdzie jakiekolwiek cierpienie wchodziło w rachubę, to Łukasz rozumie, jakie z tego wynikają dylematy, jakie z tego wynikają konsekwencje. Obraz Chrystusa to obraz Chrystusa miłosiernego. Obraz Boga, który objawia się człowiekowi w Ewangelii św. Łukasza, to obraz Boga pełnego miłosierdzia. Jeżeli nawiążemy na chwilę do pielgrzymki Jana Pawła II, która miała miejsce kilka miesięcy temu, i przypomnimy jej hasło „Bóg bogaty w miłosierdzie", to najlepszą ilustracją do tego hasła byłaby lektura Ewangelii św. Łukasza. Łukasz, i tu dochodzimy do spraw bardzo ważnych, prawdopodobnie Jezusa nigdy nie widział. Skoro pochodził z Antiochii, skoro był poganinem, skoro przyjął chrzest gdzieś koło pięćdziesiątego roku, może pięćdziesiątegopierwszego, to przecież Jezus zmarł ok. osiemnaście lat wcześniej i osiemnaście lat wcześniej zmartwychwstał. Skąd więc Łukasz wiedział o Jezusie? Skąd znał rozmaite szczegóły, dlaczego mógł to wszystko opisać i dlaczego go to wszystko w ogóle interesowało? Odpowiedź na te pytania znajdziemy na samym początku Ewangelii. Otóż otwierając swoją Ewangelię Łukasz napisał tak:
Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas,

W ten sposób Łukasz dał daje poznać, że już przed nim byli tacy, którzy opisywali wydarzenia, których bohaterem był Jezus Chrystus. Zwróćmy uwagę na to, o czym mówiliśmy dużo wcześniej — na samym początku podstawowym nośnikiem pamięci o Jezusie była tradycja ustna. Ale kiedy powolutku pokolenie tych, którzy znali Chrystusa osobiście zaczęło się starzeć, i kiedy zaczęły wybuchać prześladowania, kiedy chrześcijan przybywało i apostołowie nie mogli ogarnąć wszystkich wierzących w Chrystusa, wtedy zaczęto dokonywać pierwszych zapisów. Pamiętajmy, że w starożytności materiały piśmiennicze były bardzo drogie. Pisano na papirusach, które sprowadzano z
Egiptu, bo tylko tam nad Nilem rosła roślina papirusowa i tylko tam wyrabiano papirus — zatem był to towar importowany. Natomiast tutaj, na terenie Syro-Palestyny dużo bardziej popularny był pergamin, czyli specjalnie wyprawiane skórki zwierzęce: owcze, koźlęce, czasami cielęce. Wyprawione tak, że można było pisać po obydwu stronach skóry. Ale taki błam był bardzo drogi, bo kosztował życie zwierzęcia i poza tym należało go zapisu przygotować. Oblicza się, żeby można zapisać Ewangelię o długości takiej, jak Ewangelia św. Łukasza, to wartość pergaminu była wartością sporej osady. A więc to było bardzo drogo. Bardzo drodzy byli również pisarze. Łukasz, jako lekarz, znał sztukę czytania i pisania. Wspomina, że już przed nim wielu starało się ułożyć opowiadania o Jezusie i kontynuuje dalej:
... tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa.
W ten sposób Łukasz podkreśla, że od samego początku ci, którzy zapisywali Ewangelię, polegali na osobistym świadectwie apostołów oraz tych, którzy byli świadkami życia Jezusa. To jest bardzo ważne. Na to samo wskazują także pozostali apostołowie, np. św. Jan w swoim Pierwszym Liście mówi tak:
Piszę do was o tym, co widziałem na własne oczy, co słyszałem na własne uszy, i czego dotykały nasze ręce. A więc piszę jako naoczny świadek tych zdarzeń, abyście i wy uwierzyli.
I Łukasz powiada: „Wielu już starało się ułożyć opowiadania. Są to ludzie, którzy są wiarygodni, ponieważ byli świadkami tego, co się wydarzyło." Państwo przypominają sobie wobec tego dylemat św. Pawła apostoła. Św. Paweł apostoł, kiedy chrzcił, kiedy pozyskiwał uczniów, spotkał się z takim zarzutem: „Nas nauczasz, przybywasz do Efezu czy Koryntu, a przecież ty Jezusa nie widziałeś! Nie widziałeś Go za Jego ziemskiego życia. Jakże więc możesz Go głosić?" I wtedy Paweł odpowiadał: „ Ja nie widziałem Go za Jego ziemskiego życia, byłem za młody. A ponadto byłem Jego prześladowcą, kiedy On już umarł. Ale doświadczyłem Go na drodze pod Damaszkiem." I na przykład w Liście do Galatów i w innych swoich pismach Paweł szczegółowo opisuje to doświadczenie przeżyte pod Damaszkiem i powiada, że właśnie przez to, co przeżył pod Damaszkiem, przez to objawienie się Chrystusa Pawłowi, wartość jego apostołowania nie jest wcale mniejsza niż wartość apostołowania pozostałych apostołów. Łukasz, chociaż sam Jezusa nie widział, to i w tej dziedzinie idzie po linii św. Pawła. Mianowicie polega na tych, którzy Jezusa bardzo dobrze znali. A on wypytuje tych ludzi. Dowiaduje się od nich. Mało tego, ma już do dyspozycji jakieś zapisy, zestawia to, porównuje i teraz pisze swoją własną Ewangelię. Przeprowadzając bardzo dokładne badania Ewangelii Łukasza pod względem językowym, stylistycznym, gramatycznym, słownictwa i czego tylko jeszcze było można — przecież to są setki lat takich gruntownych badań, a celują w nich zwłaszcza Niemcy, cały wiek XIX i XX był czasem bardzo dokładnej analizy Ewangelii zwłaszcza od strony językowej — wyszło, że u początków Ewangelii Łukasza leżała na pewno Ewangelia Marka oraz że Łukasz miał do dyspozycji jakieś źródło, które się nie zachowało, którego natury nie znamy i z tego źródła czerpał również wieści o Jezusie. „Źródło" to po niemiecku „Quelle". Dlatego w biblistyce nowotestamentowej i w tych szczegółowych badaniach Ewangelii mówiono tak: że Łukasz miał do dyspozycji Ewangelię Marka oraz Q — pierwsza litera od Quelle. I jeżeliby państwo sięgnęli po fachowe opracowania, to naukowcy łamią tam sobie zęby, oczy i pióra i próbują zgadnąć, odtworzyć to źródło. Co to było za źródło? Jedni mówią, że to były opowiadania ustne. Inni mówią, że to były zapisy, maleńkie papirusy czy małe pergaminy, które Łukasz zbierał, badał i na ich podstawie odtwarzał wizerunek Jezusa.
Ale chociaż na razie nie jesteśmy w stanie rozstrzygnąć, czym było to źródło, na podstawie którego Łukasz pisał, to jedno nie ulega wątpliwości. Mianowicie Łukasz musiał mieć bezpośredni albo pośredni ale bardzo bliski, kontakt z Najświętszą Marią Panną, Matką Jezusa. Otóż tylko w Ewangelii Łukasza mamy takie szczegóły, które wyłącznie Ona mogła znać. Zresztą takie sceny, jak choćby scena Zwiastowania w Nazarecie, mogły być opowiedziane wyłącznie przez Maryję. Odwiedziny Elżbiety mogły być opowiedziane wyłącznie przez Maryję. Okoliczności spisu w Betlejem mogły być znane tylko od strony Świętej Rodziny. U Łukasza dwa razy mamy takie dziwne sformułowanie: Maryja zachowywała wszystkie te sprawy w Swoim sercu. W ten sposób otrzymujemy dyskretną aluzję do tego, że to, co Łukasz wie i przedstawia, to przedstawia z perspektywy Maryi, która to wszystko przeżyła i zapamiętała. Można by zatem powiedzieć, że Ewangelia Łukasza jest w jakimś głębokim tego słowa znaczeniu Ewangelią Maryi. Tak jak Marek pisał oczami Piotra, tak Łukasz pisał oczami Maryi. W tradycji starochrześcijańskiej zawsze podkreślano ścisłe więzi Ewangelii Łukasza z Najświętszą Marią Panną. Przeniesiono to nawet na dziedzinę inną niż sztuka medyczna. Mówiono mianowicie, że Łukasz był nie tylko lekarzem ale był również wspaniałym malarzem. W związku z tym w Ewangelii odmalował literacki wizerunek Maryi, ale poza tym miał jeszcze zdolności malarskie i to on miał namalować pierwsze portrety Najświętszej Maryi Panny. Kiedy się pojedzie do Egiptu, to w Muzeum Koptyjskim, w starym Kairze, przechowywane są najstarsze wizerunki Chrystusa i Najświętszej Maryi Panny, pochodzące wg. badań z II, III i IV wieku. Natomiast lokalna tradycja chrześcijan egipskich, zwanych Koptami, głosi, że autorem najstarszych wizerunków Maryi jest święty Łukasz. Ta legenda, a legenda jest to opowiadanie sercem, głosi także, że wizerunek Najświętszej Maryi Panny na Jasnej Górze został namalowany przez św. Łukasza na desce, która miała pochodzić ze stołu Świętej Rodziny. Otóż tam, gdzie brakuje wiedzy, tam pojawia się wyobraźnia, wyobraźnia bardzo piękna i tworzy piękne podania. Ale faktem jest, że wizerunek, który mamy na Jasnej Górze, należy do tej samej szkoły, do której należy najstarszy wizerunek rzymski w kościele Santa Maria Maggiore. Te dwa wizerunki mają wspólną przeszłość, a ich ślady wiodą do Konstantynopola. A w Konstantynopolu mówią, że oni takich obrazów Najświętszej Maryi Panny mieli sporo, ponieważ Łukasz pod tym względem nie był leniwy. I w ten sposób mamy tę piękną legendę, która przypisuje Łukaszowi nie tylko portret Maryi literacki, ale również portret artystyczny.
Skąd więc Łukasz wiedział o Jezusie? Być może, jest to bardzo prawdopodobne, od samej Maryi albo z Jej bezpośredniego otoczenia. Przecież tradycja łączy Maryję z Azją Mniejszą. Na pewno znał inne osoby, które znały Jezusa, na pewno znał św. Piotra, bo Piotr był a Antiochii ponad rok. Na pewno znał innych apostołów, takich jak Barnaba, którzy również zetknęli się z Jezusem, i Łukasz tą pamięć utrwalił. Dalej czytamy:
Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie to wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono.
Okazuje się, że Ewangelia Łukasza jest jedyną Ewangelią, którą napisano na indywidualne zamówienie. Wygląda na to, że był jakiś Grek, Teofil, ?? jest to imię greckie, „Teos" - „Bóg", „filos" -„miłować", „kochać", „Teofil" to „miłujący Boga", po polsku: „Bogumił" albo „Bogusław" —to są staropolskie odpowiedniki greckiego Teofila. Otóż ów Teofil stał się chrześcijaninem, był zamożny i następnie poprosił, żeby ktoś napisał mu więcej o Jezusie, aby mógł przekonać się o pewności nauk, których mu udzielono. I tym kimś był Łukasz. Wygląda na to, że Teofil opłacił to przedsięwzięcie, zapłacił za pergaminy, zapłacił za pracę Łukasza, utrzymywał Łukasza i dzięki temu ta Ewangelia powstała. Kiedy ona powstała? Szacunki są różne. Jedni umieszczają powstanie Ewangelii Łukasza już ok. roku 60 czy 65. Inni około roku 70. Jeszcze inni około roku 75, 80, oczywiście wszystko w I wieku. Zatem umieszcza się powstanie tej Ewangelii mniej więcej w ciągu 20 lat pierwszego wieku. Chyba nigdy nie będziemy dokładnie wiedzieli, czy Łukasz pisał tę Ewangelię parę miesięcy czy kilka lat. Spór o datę powstania zależy od tego, w jaki sposób i czym łączy się Ewangelię Łukasza ze zburzeniem Jerozolimy. W roku 66 wybuchło powstanie żydowskie przeciwko Rzymianom, na terenie Galilei. Potem przerzuciło się na południe, do Judei. Rzymianie oblegali Jerozolimę, oblegali w sposób bardzo bezwzględny, i wreszcie w sierpniu, kiedy pora była najgorętsza, jakiś żołnierz rzucił, jak pisze Józef Flawiusz, jakąś płonącą głownię na tern Świątyni Jerozolimskiej. Świątynia zajęła się ogniem, wtedy przez mury wdarli się żołnierze rzymscy i cała Jerozolima została zniszczona. Wszystko zależy od tego, czy wzmianki o zburzeniu Jerozolimy i Świątyni traktujemy jako zapowiedź tych wydarzeń czy też, jak mówią uczeni bardziej sceptyczni których nigdy nie brakuje, Łukasz napisał swoją relację ex post, czyli z późniejszej perspektywy. Otóż Jerozolima mogła być już zburzona, o on przedstawiał to wszystko tak, jakby to się dopiero miało dokonać. Musimy rozłożyć ręce i powiedzieć, że z historycznego punktu widzenia nie rozstrzygniemy, czy ta Ewangelia powstała przed rokiem 70 czy po nim. Moim skromnym zdaniem raczej przed 70 rokiem. Dlatego, że widać w niej ogromne przywiązanie do Jerozolimy. Bo chociaż Łukasz był poganinem i nie miał specjalnych powodów, dla których do Jerozolimy miałby być przywiązany, to jednak to przywiązanie w Ewangelii wyraźnie widać.
Na koniec parę słów na temat struktury tej Ewangelii. Na samym początku mamy rozdziały wstępne, które dotyczą okoliczności przyjścia Jezusa na świat, Jego poczęcia, Jego narodzin, Jego dzieciństwa, Jego młodości. W Ewangelii Łukasza wszystko to, co dotyczy dzieciństwa Jezusa, jest najbardziej rozbudowane. Można by powiedzieć, że to, co znamy w naszej pobożności, to, co opiewamy w kolędach, nasze bożonarodzeniowe szopki, wyobrażenia, to ?? w gruncie rzeczy Ewangelia Łukasza. Gdyby Łukasz nie pozostawił nam tych zapisów, kto wie, czy święta Bożego Narodzenia miałyby takie znaczenie i taką oprawę jak mają. To właśnie Łukaszowi zawdzięczamy ten radosny, serdeczny, rodzinny klimat, który stał się podstawą do świąt Bożego Narodzenia. Bo kiedy na początku IV wieku, a dokładniej w roku 313, ustały prześladowania chrześcijan w Imperium Rzymskim po wydaniu tzw. Edyktu Mediolańskiego, to wtedy do Palestyny udała się cesarzowa Helena, matka Konstantyna Wielkiego, i poruszona Ewangelią Łukasza ok. r. 315 - 320 szukała Betlejem i szukała miejsca narodzin Zbawiciela. I na miejscu, które wtedy czczono, poleciła wznieść bazylikę Narodzenia, która przebudowana później w VI wieku przez Justyniana istnieje do dzisiaj. Od prawie dwóch miesięcy Betlejem jest strefą wojskową, całkowicie zamkniętą, i podczas tegorocznych świąt Bożego Narodzenia chyba po raz pierwszy w dziejach chrześcijaństwa do Bazyliki nie można było pojechać.
To wszystko zawdzięczamy Łukaszowi. Potem następuje część opisująca działalność publiczną Jezusa na terenie Galilei. Łukasz opisuje ją bardzo dokładnie. A później opisuje, jak Jezus udaje się w stronę Jerozolimy. Wiele razy w jego Ewangelii mamy ten kierunek „w stronę Jerozolimy". Apostołowie ociągają się, nie chcą, ostrzegają Jezusa, mówią: „Spotkają Cię tam rzeczy przykre", ale Jezus do Jerozolimy idzie. Myślenie Łukasza jest takie: to, co najważniejsze, ma się dokonać w Jerozolimie. To, co najważniejsze, ma swoje źródło, swoje centrum, właśnie tam. Zatem Łukasz przykłada ogromną uwagę do opowiadania o pojmaniu Jezusa, o Jego męce, śmierci i wreszcie o Zmartwychwstaniu. Nazwa „Jerozolima" występuje u Łukasza z wielkim ładunkiem emocjonalnym. Ale Ewangelia św. Łukasza to zaledwie pierwszy tom Łukaszowego dzieła w Nowym Testamencie. Z tego samego otoczenia, z tej samej ręki, spod tego samego pióra, wyszły również Dzieje Apostolskie. Ewangelia Łukasza to jest tom, który opowiada o Jezusie. Dzieje Apostolskie, wrócimy do nich na następnej konferencji, rozpoczynają się od następujących słów — przypomnimy je sobie, żeby zauważyć związek między Ewangelią a Dziejami Apostolskimi:
Pierwszą księgę napisałem, Teofilu, o wszystkim, co Jezus czynił i czego nauczał od początku aż do dnia, w którym dał polecenia Apostołom, ...
Pierwsza księga dotyczy Jezusa. Druga księga dotyczy początków Kościoła. Zatem Łukasz, oprócz tego, że był lekarzem, że był wrażliwy, że był bardzo otwarty na potrzeby człowieka, był również doskonałym geografem. W jego Ewangelii mamy mnóstwo nazw geograficznych. Jeżeli weźmiemy w rękę Ewangelię Łukasza, a potem Dzieje Apostolskie, to możemy bardzo precyzyjnie pielgrzymować po Ziemi Świętej i po pozostałych krajach biblijnych. Wystarczy wziąć do ręki Dzieje Apostolskie i pojechać np. do Turcji, żeby z jednego miasta przejeżdżać do drugiego, z Iconium do Derbe, z Derbe do Listry, z Listry do Antiochii, z Antiochii do Perge, i po kolei odwiedzać wszystkie miejsca, gdzie był św. Paweł. Można wziąć Dzieje Apostolskie, pojechać do Grecji, i mamy znów to samo: mamy Cavalla, mamy Filippi, Amfipolis, Appolonia, Saloniki, Berea, Ateny, Korynt, wszystko to wyłącznie od Łukasza. Dzięki Łukaszowi, a nawet na ten aspekt zwrócił uwagę Ojciec Święty Jan Paweł II w Liście o pielgrzymowaniu do miejsc świętych, mamy nie tylko historię Zbawienia ale mamy również geografię Zbawienia. Gdybyśmy mieli tylko pozostałe Ewangelie, to musielibyśmy je czytać z kalendarzem. Natomiast mamy Ewangelię Łukasza i Dzieje Apostolskie, i żeby je dobrze zrozumieć, trzeba je czytać z mapą. Bo spotykamy tam różne nazwy i możemy te miejsca odwiedzić czy zobaczyć na fotografii. To jest właśnie dzieło św. Łukasza. Wskazał na to Boże działanie w świecie, którego wymiarem i którego skutkiem jest geografia Zbawienia.
Tak więc, skoro państwo znają już Ewangelię św. Łukasza, to teraz, jako następną księgę, proszę przeczytać Dzieje Apostolskie. Nie Ewangelię św. Jana, tę zostawiamy za miesiąc — jeżeli szczęśliwie dożyjemy, ale właśnie Dzieje Apostolskie. Dlatego, bo Ewangelia św. Łukasza i Dzieje Apostolskie tworzą całość. Następnym razem, 17 lutego, wrócimy do Dziejów Apostolskich i przyjrzymy się jak Jerozolima, ku której zmierzał Jezus, stała się centrum, z którego rozprzestrzeniało się chrześcijaństwo.

Dodatkowe informacje